A dziś o słabostkach dalej. Jedną z największych moich miłości i słabości są książki. Od zawsze. W moim domu rodzinnym było ich dużo bardzo, jako dziecko godziny spędzałam w bibliotece szkolnej i czytelni. Biblioteka miejska też nie miała dla mnie tajemnic. Książki kocham nadal i jak mam okazję to czytam, czasem z wygody lub braku możliwości też słucham audiobooków. Niemniej z tradycyjną książką nic się nie może równać. Może to ich zapach tak przyciąga? A może faktura papieru, który uwielbiam dotykać?
Jednym z ostatnich moich nabytków są "Baśnie braci Grimm". Kto ich nie zna? Chyba każdy czytał w dzieciństwie, albo oglądał wersje filmowe, bajki animowane. Moja wersja jest dla dorosłych, taka pierwotna, nie wygłądzona i przesłodzona. Jest ciekawa. Tam nie jest cukierkowo. Zło jest karane, jak choćby siostry Kopciuszka. W książce jest też sporo przypisów, nawiązań kulturalnych. Chociażby o co chodziło tak naprawdę z roszpunką. Jest co czytać.
A jak książka to wiadomo - zakładka. Tych to mi zawsze mało i wiecznie jakieś produkuje. Ostatnio moja dyżurna zakładka się zużyła więc stworzyłam sobie nową. Mniejsza z tym ile ich już w pudełku leży, albo w innych książkach. Zakładek zawsze mało mi i już.
Ta jest formatu pocztówkowego i ze stempelkiem pokolorowanym kredkami akwarelowymi. Stempelkiem Magudy! O
TU się nim dzieli. To, że stemple Magudy są fantastyczne to chyba nie trzeba tłumaczyć. Moja Spuchlinka też czyta "Baśnie braci Grimm". Ciekawe czy jej się spodobają?